Formularz logowania

Newsletter

Gościmy

Odwiedza nas 15 gości oraz 0 użytkowników.

Licznik odwiedzin

Dzisiaj9
Wczoraj55
W tygodniu217
W miesiącu447
Ogółem228810

Formularz kontaktowy

Krasnoludek – paszoł won!

Krasnoludek – paszoł won!       
PHIL NOBLE  / FORUM

Jeżeli 6 grudnia w drzwiach naszych mieszkań pojawi się Grudniowy Krasnoludek, odprawmy go z wyjaśnieniem, iż czekamy na Świętego Mikołaja, a jeśli okaże się nachalny – bez wahania przegońmy go precz!

6 grudniadzieci zrywają się z łóżek skoro świt, nawet patentowanych śpiochów nie trzeba budzić ani ponaglać do wstawania. Otwierają oczy, nerwowo rozglądają się dookoła, ręce nurkują pod poduszkę –  przecież byłem grzeczny –  i wtem: jest! Jeest… Ulga, rozluźnienie – no, przecież wszyscy wiedzą, że byłem grzeczny. Ale jeszcze zanim rozlegnie się głośny okrzyk: Mamo, tato!, krótka chwila zadumy a potem westchnienie: A niech to! Znowu mnie przechytrzył. Tak czuwałem, żeby go spotkać, zobaczyć, i znowu się nie udało. Znowu czekał aż zmęczony czuwaniem zasnę

Na początku grudnia, kiedy sternicy naszej rzekomo wolnej gospodarki, ogłaszają czas Wielkiej Świątecznej Promocji, z dnia na dzień, nie wiadomo skąd wylęga się Wielka Armia Klonów. Wszyscy wyglądają tak samo, bo wszyscy stanowią replikę Wzorcowego Grudniowego Krasnoludka. Klony owe z wyjątkiem wzrostu – zazwyczaj słusznego – charakteryzują się wszystkimi krasnoludkowymi atrybutami: czerwonym płaszczem lamowanym białym futerkiem, takąż samą czapką z pomponem, siwym włosem i zarostem, spomiędzy którego błyskają czerstwe, rumiane policzki. Jednej tylko cechy klasycznego krasnoludka egzemplarzowi grudniowemu brak – niskiego wzrostu, mierzy on bowiem zazwyczaj minimum metr sześćdziesiąt. Ostatnio też coraz częściej występuje w rodzaju żeńskim.

Grudniowy Krasnoludek to bezczelny kłamca. Prawem kaduka podszywa się pod osobę, z którą nic go nie łączy, a mianowicie: pod Świętego Mikołaja. Bo Grudniowy Krasnoludek usilnie próbuje zepsuć opinię jednego z najpopularniejszych świętych Pańskich.

W ogóle Grudniowy Krasnoludek to odrażająca kreatura – zrodzona w środowisku protestanckim jako szyderstwo przeciw katolickiemu kultowi świętych (nie jedyne zresztą, wystarczy wspomnieć purytańską hecę zwaną Halloween, mającą na celu ośmieszenie uroczystości Wszystkich Świętych). Protestanci odrzucili jako rzekomy zabobon większość katolickich tradycji, zostawiając sobie jednak kilka najprzyjemniejszych, a przy tym najmniej istotnych ich fragmentów. Z biegiem czasu protestanckie wyobrażenia stały się całkowicie świeckie, przez co obecnie znakomicie wpisują się w nową, pogańską kulturę. Dla świętych natomiast miejsca w niej nie ma!

Santa Claus – bo tak Grudniowego Krasnoludka nazywa Zachód – ujrzał światło dzienne w Ameryce Północnej w efekcie skojarzenia tradycji chrześcijańskiej z pogańską, a konkretnie Świętego Mikołaja z wyciągniętym ni w pięć, ni w dziewięć ze śmietnika historii skandynawskim bożkiem nagrody i kary, Thorem, który przemierzał nieboskłon w rydwanie ciągniętym przez kozły. Proces utożsamiania trwał długie lata; w tym czasie kozły zostały zastąpione przez renifery, Skandynawia pozostała w zasadzie bez zmian – Santa Claus mieszka obecnie w Laponii – i wreszcie synkretyczna hybryda wyruszyła na podbój świata.

Santa Claus pojawia się w Boże Narodzenie (notabene coraz częściej nazywane Xmas zamiast Christmas – wszak i stąd należało Chrystusa wyrzucić) na zasadzie kumulacji przyjemności: miły dzień, choinka, prezenty… Sowieci posunęli się jeszcze dalej, odcinając podstawioną w miejsce najważniejszego świętego Rusi postać Dziadka Mroza od wszelkiego sacrum, nakazując jej odwiedzać mieszkańców Kraju Rad w Nowy Rok.

Mniejsza zresztą z pochodzeniem Grudniowego Krasnoludka – ważniejsze, że ów typ na pewno nie jest Świętym Mikołajem, za którego się podaje. Święty Mikołaj nie nosi czerwonego płaszcza i czapki, lecz biskupi ornat i mitrę, w dłoni zaś dzierży pastorał; nie jeździ zaprzężonymi w renifery saniami, lecz chodzi na piechotę i nie mieszka w żadnej Laponii, lecz – jak wszyscy święci – w Niebie!

Każde dziecko o tym wie! Chyba że ktoś mu zamąci w głowie. Chyba, że komuś zależy, by w dziecięcych głowach zapanował zamęt, pośród którego łatwo będzie z nich wyrugować religię, tradycję i niepowtarzalność własnej kultury.

Dlatego też nie dajmy sobie wcisnąć ciemnoty. Nie łączmy Świętego Mikołaja z Bożym Narodzeniem –  to dwie całkowicie różne historie. Więcej – przypilnujmy, aby do przedszkoli i szkół, gdzie próbuje się indoktrynować nasze dzieci, przybył biskup, a nie pajac, i żeby mówił dzieciom prawdę, a nie sączył w ich głowy neopogańską mitologię.

Jeżeli więc 6 grudnia w drzwiach naszych mieszkań pojawi się Grudniowy Krasnoludek, przegońmy go precz! I czekajmy dalej na Świętego Mikołaja – przyjdzie na pewno! Oczywiście, pod warunkiem, że byliśmy grzeczni…

Tyle że Grudniowy Krasnoludek nie przychodzi 6 grudnia. Jego zadaniem jest psuć wigilię Bożego Narodzenia. Cwana bestia! Wybrał sobie dzień, w którym nie ma niemiłych gości, w którym przy każdym stole robi się dodatkowe miejsce i stawia dodatkowe nakrycie. Perfidna bestia – wie, że nikt go wówczas za drzwi nie wyrzuci.

Zresztą, Grudniowy Krasnoludek nie puka do drzwi jak niechciany, zalękniony akwizytor. Grudniowy Krasnoludek wpycha się do naszych mieszkań na okładkach czasopism, na opakowaniach najróżniejszych produktów; dokonuje inwazji z ekranu telewizora. Stada Grudniowych Krasnoludków żerują głównie w wielkich centrach handlowych – bezbożnych świątyniach Nowego Wspaniałego Świata, gdzie szczęście mierzy się ilością sprzedanego towaru, gdzie nie ma miejsca na ewangeliczną naukę, którą Święty Mikołaj uczynił fundamentem swego życia: Kiedy dajesz, niech nie wie twoja lewa ręka, co czyni prawa (Mt 6, 3).

Jerzy Wolak


Read more: http://www.pch24.pl/krasnoludek---paszol-won-,10557,i.html#ixzz4RxrUWDGt

Tradycja czy Coca-Cola?

Tradycja czy Coca-Cola?       
 

Już jutro - 6 grudnia - Kościół będzie wspominał św. Mikołaja z Myry. Ulice miast i miasteczek zaludnią postacie, które będą podszywać się pod postać tego świętego. W mediach zapanują mniejsi bracia tych podstępnych i perfidnych udawaczy, czyli tzw. mikołajki. Czy chcemy, by brodaty grubasek i jego mniej lub bardziej udane klony zupełnie zastąpiły świętego naszego Kościoła? Czy produkt speców Coca-Coli od reklamy pokona tradycję naszych ojców i dziadów?

 

Św. Mikołaj urodził się prawdopodobnie w bogatej rodzinie zamieszkałej w Patarze w Lycji (prowincja Azji Mniejszej). Wybrany został biskupem zaniedbanej podówczas diecezji Myry, którą zarządzał z wielką troską i wiarą. Tam właśnie zasłynął świętością, zapałem i cudami. Zmarł ok. 350 r. Jego pierwszą biografię napisano w IX wieku.

Już w czasach cesarza Justyniana (VI wiek) w Konstantynopolu znajdowała się bazylika zbudowana ku czci św. Mikołaja. Od IX wieku na Wschodzie oraz od XI na Zachodzie był on jednym z najpopularniejszych świętych.

Gdy Myra dostała się w ręce Saracenów, miasta włoskie wykorzystały okazję, by zdobyć relikwie Mikołaja. Zostały one wykradzione przez kupców włoskich i dotarły do Bari na południu Włoch w roku 1087. Wybudowano tam nowy kościół ku czci świętego, a przy jego konsekracji obecny był papież Urban II. W ten sposób kult świętego Mikołaja stał się jeszcze popularniejszy, a sanktuarium stało się jednym z centrów pielgrzymkowych średniowiecznej Europy. U grobu św. Mikołaja dokonywały się liczne cuda. Były to więc czasy, kiedy świętego traktowano bardzo serio - jako postać szczególnie wyróżnioną przez Kościół, wzór dla wiernych i orędownik u tronu Bożego.

Tu warto zadać sobie pytanie – a kim jest święty Mikołaj dla nas? - i rozważyć we własnym sumieniu kwestię naszej modlitwy za przyczyną tego wydawałoby się bardzo popularnego świętego. Profanacja i kłamstwo, jakie towarzyszą obecnie pojawianiu się przebranych paramikołajów winno nas mobilizować do tej modlitewnej refleksji. Św. Mikołaj to nie byle krasnoludek, jego imieniem zapisanym w księdze zbawionych nie można szafować dowolnie i powtarzać, że to tylko zabawa.

Pogańska ofensywa

 

Jeszcze bardziej oburzające jest powtarzanie – niestety także przez katolików – lansowanego przez media mitu, jakoby św. Mikołaj miał coś wspólnego z daleką Laponią. Według tego pogańskiego rozumienia miałyby go otaczać elfy i inne cudaczne wytwory wyobraźni. Taki orszak zdaniem wielu zajeżdża na saniach i wręcza dzieciom prezenty. Oczywiście można przyjąć stanowisko, że to tylko taka… no właśnie co? Bajka?

Na pewno nie jest to element tradycji ani chrześcijańskiej, ani polskiej. Wyrugowania św. Mikołaja z dziecięcej wyobraźni próbowali dokonać komuniści, według których czerwień była zarezerwowana wyłącznie dla partyjnych towarzyszy. Na wzór sowiecki starano się zastąpić szacownego biskupa jego „czerwonym” ersatzem - Dziadkiem Mrozem, obdarowujących wszystkich „na Gwiazdkę”. Na szczęście nie udało się to, dokonał się jednak dość poważny wyłom. Dla kilku pokoleń dzieci i młodzieży św. Mikołaj przestał być oczywistym donatorem prezentów 6 grudnia.

Krasnal z butelką

 

Komercjalizacja i bezmyślna moda naśladowania wzorców zachodnich – co ciekawe nie tych, których przejęcie byłoby faktycznie korzystne dla społeczeństwa, ale tych najgłupszych i wymagających najmniej wysiłku – zaowocowały wtargnięciem w naszą rzeczywistość ubranego na czerwono otyłego jegomościa z białą brodą.

Nie został on wzorem czasów słusznie minionych nazwany jakimś nowocześnie brzmiącym imieniem – choć z roku na rok coraz popularniejsze staje się nazywanie grubaska, zgodnie z jego właściwą proweniencją, Santa Clausem – ale zaczęto o nim mówić per… św. Mikołaj! Choć już na pierwszy rzut oka widać, że z czcigodnym świętym nie ma on nic wspólnego.

Otyła postać z brodą rozdaje prezenty, zatem według wielu spełnia swoją funkcję i zajmuje poczesne miejsce w wyobraźni dzieci i młodzieży. Bo w końcu to prezenty są najważniejsze, coraz droższe i wyszukane. A św. Mikołaj? Tylko zawadza, bo stawia wymagania i wskazuje na Najwyższego, który nakazał się dzielić dobrami.

Mikołajowy biznes

 

Warto w tym miejscu przypomnieć, komu „zawdzięczamy” obecnie funkcjonujący wizerunek mikołaja. Popkulturowa podobizna – czerwony płaszcz i czapka – została spopularyzowany w 1930 roku przez koncern Coca-Cola, dzięki reklamie napoju stworzonej przez amerykańskiego artystę Freda Mizena. Czy chcemy, by ten brodaty grubasek zupełnie zastąpił świętego Kościoła? Czy produkt speców Coca-Coli od reklamy pokona tradycję naszych ojców i dziadów? Lansując w domach i w rodzinach ten kłamliwy wizerunek nabijamy trzos wielkiemu koncernowi, który na pewno nie odwdzięczy się nam tym samym.

Tymczasem promując św. Mikołaja w jego godnej i prawdziwej postaci biskupa, zdobywamy orędownika, który może nam ubłagać u Boga nieprzebrane łaski.

Łukasz Karpiel


Read more: http://www.pch24.pl/tradycja-czy-coca-cola-,10551,i.html#ixzz4RxpbRCg5

A. Ścigaj Kukiz15 , prosto z mostu o SB-kach